LivinWarsaw

Relacja z warsztatów kulinarnych w Cook Up

Balbina
Balbina , 02/03/18

Przed wami relacja z warsztatów kulinarnych, które odbyły się w studiu Cook Up na warszawskim Mokotowie. Pod nóż poszła Wołowina. I to jaka!

Uwielbiam gotować i jeszcze bardziej uwielbiam jeść. Bardzo często gotuję też dla naszych znajomych, ściągając ich do nas o różnych porach dnia. O jedzeniu mogłabym mówić godzinami. Najbliżsi mają ze mnie niezły ubaw, gdy tak czasami rozmarzę się opisując im, co jadłam, albo co bym zjadła. To jedna z moich ulubionych zabaw. Dlatego na moje 30te urodziny kilkoro z moich znajomych sprezentowało mi voucher do szkoły Cook Up. To już drugi taki prezent, gdyż w ubiegłym roku dostałam kurs robienia makaroników. Niestety z powodu mocnego przeziębienia nie wzięłam udziału w zajęciach i za późno było już na przesunięcie uczestnictwa na inny termin. Pomimo próśb i tłumaczeń, regulamin (customer service) okazał się nieugięty. A szkoda.

No dobrze, ale skoro pojawił się kolejny voucher, postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę.

Relacja z warsztatów kulinarnych w Cook Up!

Szkoła Cook Up posiada kilka lokalizacji, ja miałam okazję odwiedzić studio na warszawskim Mokotowie, znajdujące się na terenie fortu. Magazynowy, loftowy charakter Fortu Mokotów, jak dla mnie idealnie wpisuje się w klimat szkoły kulinarnej. Wysokie pomieszczenia, wielkie okna i wszechobecny industrial. Jedną ze ścian stanowiły długie regały, wypełnione po brzegi sprzętem i naczyniami do gotowania. W Cook Up znajdują się dwie przestronne sale, w których zajęcia mogą odbywać się równolegle. W każdej z nich stoi długi, wysoki, masywny stół, na którym naszykowane są wszystkie stanowiska do gotowania. Dodatkowo z boku ustawiony jest drugi, długi stół przygotowany do degustacji ugotowanych potraw.

Warsztaty z wołowiny zostały poprowadzone przez Sandrę Kotowicz, finalistkę 5tej edycji programu Top Chef. Sandra swoje umiejętności szkoliła w kilku restauracjach oznaczonych gwiazdkami Michelin. Co ciekawe, już niedługo otwiera swoją pierwszą restaurację, która znajdować się będzie na Powiślu, a dokładnie na przeciwko mojego bloku. Cóż za przypadek!

Cała grupa liczyła 15 osób. Na każdego z nas czekało stanowisko z własną deską do krojenia, nożem, czerwonym fartuchem z logo Cook Up i wydrukowanym menu kolacji z pełnymi przepisami. Ten ogromny stół do gotowania był wyposażony także w kilka płyt indukcyjnych i wypełniony po brzegi produktami niezbędnymi do przygotowania wołowego menu. Składało się ono z czterech potraw:

Danie I – Siekany tatar wołowy z domowymi piklami, podwędzanym żółtkiem i opalanym pomidorem

Danie II – Burger wołowy z konfiturą z czerwonej cebuli, rukolą i pieczonym kozim serem

Danie III – Stek z antrykotu z sosem pieprzowym

Danie IV – Boeuf Bourguignion

Na pierwszy ogień poszła wołowina po Burgundzku, czyli klasyczna Boeuf Bourguignon. Niby widniała jako ostatnia pozycja w menu, jednak ze względu na długi czas przygotowania, zaczęliśmy właśnie od niej. Podzielono nas na grupy 3-4 osobowe. Każda z grup dostała po garnku, porcji boczku i surowej wołowiny. Wołowina do Cook Up dostarczana jest nie byle skąd, bo od jednego ze słynniejszych rzeźników, który obecnie urzęduje w Hali Koszyki. Mowa o Grzegorzu Kwapniewskim, znanym bliżej jako Crazy Butcher.

Instruowani na bieżąco przez Sandrę przystąpiliśmy do gotowania. Pomiędzy krojeniem a mieszaniem opowiadała nam o wołowinie, o tym, gdzie kupować tę najlepszej jakości, czym się sugerować przy wyborze konkretnej części, o co pytać sprzedawców, a także opowiedziała nam trochę o sezonowaniu i jaki wpływ ma ten proces na mięso i jego kruchość. Po wstępnym obsmażeniu mięsa i warzyw oraz po dodaniu pozostałych składników, zamknęliśmy swoje garnki z Bouef Bourguignon i wstawiliśmy do pieca na około dwie i pół godziny.

Kolejnym punktem naszego wołowego menu były burgery. Każdy z nas otrzymał miseczkę z przemielonym rostbefem, który był wcześniej sezonowany przez kilka dni. Zanim jednak przystąpiliśmy do samego mięsa, zajęliśmy się konfiturą z cebuli. Przyznam się, że receptura zaproponowana przez Sandrę bardzo przypadła mi do gustu i na pewno do niej powrócę gotując w domu. Przy okazji smażenia burgerów, Sandra wyjaśniła nam dokładniej, o co chodzi ze stopniem wysmażenia oraz jak poprzez pilnowanie temperatury mięsa uzyskać odpowiedni jego poziom. Na koniec jeszcze zamarynowaliśmy rukolę, opiekliśmy bułkę z serem kozim i mogliśmy przystąpić do składania naszego burgera.

Oczywiście przystąpiliśmy do natychmiastowej degustacji, zasiadając przy drugim stole nakrytym własnie w tym celu. Mieliśmy trochę czasu na omówienie rezultatu, zrobienie zdjęć i zapoznanie się bliżej z pozostałymi uczestnikami.

Następnym daniem był mój ukochany tatar. Sandra rozdała nam po pięknym kawałku polędwicy wołowej, którą mieliśmy samodzielnie posiekać. Zanim to jednak nastąpiło, musieliśmy zamarynować pikle w przygotowanej wcześniej przez Sandrę marynacie i uwędzić żółtko. I to był jeden z ciekawszych etapów podczas całych warsztatów. Najpierw bardzo precyzyjne i ostrożne oddzieliliśmy żółtka od białka, nasmarowaliśmy je olejem, aby nam sie nigdzie nie przykleiło i nie rozlało. Potem przystąpiliśmy do wędzenia. W domowych warunkach wystarczy nam garnek, troche sianka i zapałki, bądź palnik kuchenny. Podpalamy, zamykamy pokrywę i czekamy do kilkunastu minut.

W tym czasie posiekaliśmy wołowinę, cebulę, doprawiliśmy mięso i dodaliśmy domowe pikle. Przyszedł czas na dekoracje, czyli podpalanie plasterków pomidorów, formowanie tatara w ringu i uwieńczenie całości naszym cudownie uwędzonym żółtkiem. Jak widać na zdjęciu, wyszło bardzo efektownie. A smak? Przyznam się, że już dawno nie jadłam tak pysznego tatara. W konsystencji wyczuwalne były kawałki mięsa, idealnie komponujące się pikle i to kremowe żółtko, które nadało całości delikatnego, wędzonego posmaku. Cudowne! Do powtórzenia w domu i powalenia najbliższych!

Po dwóch sycących daniach przyszedł czas na killera, po którym marzyłam już tylko o mojej kanapie i kubku mięty. Stek z antrykotu. I tutaj znów zaczęliśmy od dodatków, czyli od sosu pieprzowego. Dla mnie był to dodatek wręcz wizualny, bo nie lubie mieszać smaku steka z żadnymi sosami. Dlatego przejdzmy od razu do mięsa. Właściwie dużo nie potrzebowaliśmy, bo doprawienia solą, pieprzem i nasmarowania odrobiną oliwy. Mięso trafiło na rozgrzaną patelnię z olejem, do tego dorzuciliśmy gałązkę rozmarynu dla podkręcenia aromatu. Sandra znów skupiła się na przypomnieniu zasad i stopni wysmażenia, po czym wszyscy ze stoperem i termometrem w ręku pilnowali swojej sztuki mięsa.

Po przewróceniu steków na drugą stronę pozostało nam już tylko dodać MASŁO i polewać całość, aby wszystko przeszło smakiem i utrzymało odpowiednią temperaturę. Steki po uzmażeniu trafiły na kratkę, by odpocząć. Po około 3 minutach mogliśmy zasiąść do stołu i je zjeść. Och. Mogłabym rozpływać się nad smakiem tego steku. Nie wiem jak, ale zjadłam ten stek w całości (po burgerze i tatarze)!

Wisienką na torcie była wołowina po burgundzku, która po prawie 3 godzinach była gotowa do zjedzenia. Po wyjęciu z piekarnika i odkryciu wszystkich czterech garnków z Bouef Bourguignon, cudowny zapach wołowiny, wina i warzyw rozniósł się po całej szkole Cook Up. Już wcześniej ustaliliśmy,  że danie to zabierzemy w pojemnikach do domu. Niemożliwe było zjedzenie wszystkiego od razu, gdyż podczas całych warsztatów na jedną osobe przypadało aż 700 gramów wołowiny!!! Jak przyjemnie mi było wracać do domu ogrzewając się pudełkiem z gorącą i pachnącą wołowiną po Burgundzku, którą delektowałam się przez kolejne dwa dni.

Podsumowując, cieszę się, że wybrałam temat wołowiny, gdyż do tej pory, w warunkach domowych bardzo rzadko po nią sięgałam, myśląc, że bardzo dobrze zrobioną wołowinę można zjeść tylko w dobrej knajpie. Jak miło jest się czasem pomylić. Zdecydowanie polecam warsztaty w Cook Up ze względu na świetną atmosferę. Tutaj każdy miłośnik jedzenia znajdzie ciekawy temat dla siebie i podszkoli swoje umiejętności, nawet, jeśli dotychczas potrafił jedynie podgrzać wodę na herbatę.

Tagi
TE WPISY RÓWNIEŻ MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

SKOMENTUJ TEN WPIS

JURATE & BALBINA
WARSZAWA

O nas / Zobacz więcej

Facebook
Archiwum
Nasze 3 grosze
"You only live once, but if you do it right - once is enough" - Mae West