LivinLifestyle

Zaczynij od kawy

Balbina
Balbina , 25/02/18

Pierwsze o czym myślę po przebudzeniu się rano? No dobrze, drugie, bo pierwsze to ta mała istotka leżąca z nami o poranku i klepiąca nas po twarzach i uśmiechająca się od ucha do ucha na nasz widok. Drugą rzeczą jest KAWA!!! Nie będę ukrywać, że kawa pełni w moim życiu bardzo ważną rolę. I nie chodzi mi o jej działanie pobudzające, bo tutaj akurat mnie ten efekt zbytnio nie dotyka. Kocham kawę za jej smak i co najważniesze, za zapach.

Zapach swieżo mielonej kawy o poranku jest dla mnie jednym z najpiękniejszych na tej ziemi. Moja przyjaciółka od zawsze miała takie pragnienie, aby kawa smakowała tak, jak pachnie. Coś w tym jest, że już sam jej zapach rozbudza w nas wręcz „narkotykowe” uzależnienie.

Parzenie kawy o poranku należy do naszych codziennych rytuałów. To jedna z tych czynności, które bardzo celebrujemy każdego dnia. Z tego względu, że wybieramy zawsze alternatywne metody przelewania i samodzielnie mielimy kawę, jest z tym trochę zabawy.

W naszej mikro kuchni dysponujemy trzema urządzeniami do ręcznego zaparzania kawy, są to Dripper Hario V60, Chemex i Aeropress. Gdy jesteśmy we dwoje, najczęściej sięgamy po Chemex, ze względu na jego pojemność. Jednorazowo możemy zaparzyć nawet do 800 ml naparu, natomiast dla nas dwojga , 500-600 ml jest wystarczające. Gdy jestem sama, wybieram mój ulubiony Dripper V-60. To z niego uzyskuje najbardziej zbilansowany dla mnie smak. Gdy podróżujemy, zawsze zabieramy ze sobą Aeropress ze specjalnie zaprojektowanym do niego młynkiem Rhinowares, który mieści się wewnątrz urządzenia, przez co zajmuje jeszcze mniej miejsca. Dzięki temu, wypicie samodzielnie zaparzonej kawy w samolocie, czy w górskim schronisku nie jest już abstrakcją.

Zazwyczaj mamy w domu przynajmniej 2 opakowania różnych ziaren specialty. O tym, co to jest kawa specialty i co sprawia, że jest tak wyjątkowa, przeczytacie tutaj. Od jakiegoś czasu subskrybujemy kawę z berlińskiej palarni, The Barn, która jest jedną z naszych ulubionych. Co miesiąc wysyłają nam przesyłkę z dwoma opakowaniami różnych ziaren. Co miesiąc jest to inny zestaw, dzięki czemu mamy możliwość spróbowania kawy z różnych plantacji, poddanych także różnym obróbkom (na sucho, na mokro, czy na miodowo, będącą połączeniem dwóch pierwszych metod). Ziarna z The Barn wystarczają nam zazwyczaj na 2-3 tygodnie, dlatego co miesiąc dokupujemy jeszcze stacjonarnie jedną, dwie paczki. Po świeże ziarna udajemy się do naszych dwóch, ulubionych kawiarni, gdzie zawsze jest dużo dobroci do wyboru, zarówno z polskich, jak i zagranicznych palarni. Jest to Relax Cafe na Złotej i do STOR na Powiślu. I tutaj zazwyczaj wdajemy się w rozmowę z baristami, którzy są w stanie zaproponować coś odpowiedniego do naszych preferencji smakowych. Tutaj też nie ograniczamy się co do palarni. Jest z czego przebierać.

Przejdźmy jednak do sedna, czyli do kawy. Grzejemy wodę, odmierzamy kawę, mielimy, moczymy papierowe filtry, wsypujemy kawę i przelewamy. Jak ja to kocham. Widok drobnych ziarenek, pieniących się przy kontakcie z gorącą wodą, spływająca cienkim strumieniem pyszna kawa i ten zapach. Znów za nim zatęskniłam. Idę zaparzyć kolejną filiżankę!

Tagi
TE WPISY RÓWNIEŻ MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

SKOMENTUJ TEN WPIS

JURATE & BALBINA
WARSZAWA

O nas / Zobacz więcej

Facebook
Archiwum
Nasze 3 grosze
"You only live once, but if you do it right - once is enough" - Mae West