LivinTravel

Norwegia – fjordy od Bergen po Ålesund

Balbina
Balbina , 01/09/16

20160724_132958

Lato to idealny czas na urlop, także dla nas. Z tego względu, iż uwielbiamy spędzać czas aktywnie, a ostatnio ewidentnie ciągnie nas na północ, po niezwykłej Islandii (Islandia vol 1 i Islandia vol 2), przyszedł czas na kolejny kraj z naszej podróżniczej TO DO listy, czyli Norwegię. Nasz plan ułożyliśmy następująco. Wsiąść do samolotu lecącego z Gdańska do Bergen, założyć plecak z namiotem na plecy i w wyruszyć w drogę, kierując się transportem publicznym do oddalonego około 450 km na północ Ålesund. Po drodzę zahaczając oczywiście o niezwykłe fjordy i góry, które są wręcz idealne do trekkingu.

20160728_125900 20160729_114416

20160729_115040

Po dwóch dniach spędzonych w pięknym Bergen (Bergen – Norwegia na weekend), wsiedliśmy do autobusu jadącego w stronę Ålesund. Przyznaję, że byliśmy bardzo zadowoleni z wyboru właśnie tego środka transportu. Po kilku urlopach spędzonych na podróżowaniu autem, to była dla nas fajna, pozytywna odmiana. Podróżowanie ze świadomością, że wszystko co masz, jest na Twoich plecach, poznawanie lokalnych mieszkańców no i możliwość obserwowania okolicy zza autobusowej szyby, łącznie z osobą, która zazwyczaj prowadzi samochód – bezcenne.

20160724_145221

20160724_145702

20160724_150150

Po kilku godzinach jazdy autobusem i przepłynięcia promem, zatrzymaliśmy się w Loen, znajdującej się w pobliżu największego lodowca na naszym kontynencie– Josteldalsbreen (powierzchnia 487 km kw.). Loen okazało się niewielką miejscowością położoną w Dolinie Lodalen, nad jeziorem Lovatnet. Pierwsze, co nas zachwyciło po wyjściu z autobusu, to kolor jeziora, barwa niezwykle turkusowo-błękitna, woda tak czysta i przejrzysta, niemalże krystaliczna. Po przejsciu kilku kilometrów okoliczną drogą w stronę lodowca, doszliśmy do kempingu Sande, znajdującego się przy samym jeziorze Lovatnet. Był to zdecydowanie jeden z najlepszych kempingów, na którym spaliśmy. Tak dobrych warunków w stosunku do ceny (około 80 koron za nocleg z namiotem dwuosobowym) nie widzieliśmy nigdzie indziej. Do tego lokalizacja tego kempingu była niezwykła, posiadając widok na jeden z jęzorów lodowca i towarzyszące mu góry i jezioro. Widoki jak z pocztówki.

20160724_155743

20160725_214647

20160724_163915

20160724_173348

20160724_163910

Naszym celem trekkingowym w tej okolicy była góra Skåla (1848m). Na samo wspomnienie tego niezwykłego szlaku, mam ochotę kupić bilet i polecieć tam jeszcze raz. Chociaż będąc na szlaku, wcale nie było tak różowo. Jest to dość wymagająca góra, gdzie jak nigdzie w Norwegii znajdziemy tak duże różnice wysokości od fjordu do szczytu. Widoki na trasie sa spektakularne, począwszy od zielonych łąk, górskich strumieni, po tysiące kamiennych stopni i stromych podejść. Ostatnie 3-4 km to przebijanie się po bardzo kamienistym i wietrznym terenie. Na samym szczycie znajduje się samoobsługowe schronisko, chyba jedyne z takim widokiem na lodowiec i góry.

20160725_112149

20160725_164541

20160725_130836

20160725_122408

20160725_130930

20160725_160413

Ze względu na deszczową pogodę, musieliśmy niestety zrezygnować z wycieczki na sam lodowiec i wyruszyć w dalszą drogę. Przynajmniej mamy jeszcze jeden powód, żeby w ten region powrócić, bo poki co jest on naszym zdecydowanym faworytem jeśli chodzi o Norwegię.

Kolejnym przystankiem było Hellesylt, słynące z fjordu Geiranger, który znajduje się na liście Światowych Dziedzictw UNESCO. Miejscowość znów bardzo kameralna, kilka domów, 2 sklepy, 2 kempingi i o wiele więcej zatrzymujących się turystów. Do samego fjordu Geiranger można dostać się wykupując bilet na prom (około 400 koron), bądź poprzez wejście na jedną z okolicznych gór. My oczywiście zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję. I tu zaczęły się schody. Z powodu deszczu, który padał już wtedy bardzo często, szlaki były mokre, śliskie i niebezpieczne. Góra, na którą zdecydowaliśmy się wejść była do tego bardzo stroma, a szlak zamiast zygzakiem przebiegal praktycznie prosto pod górę. W takich chwilach człowiek najbardziej walczy nie z warunkami, ale z samym sobą, pokonując kolejne granice wytrzymałości. Jedno wiem, pomimo trudu wejścia i zejścia, widok z góry był warty tego poświęcenia.

20160726_174143

20160726_174231

20160726_183800

20160727_121415

20160727_130545

20160727_151800

20160727_145629

20160728_125834

20160729_104216

Po tygodniu podróżowania w końcu dotarliśmy do Ålesund, skąd mieliśmy samolot powrotny. Miasteczko zwane secesyjną perełką Norwegii, które na początku XX wieku doszczętnie spłonęło. Bogaty Niemiec zakochany w miesjcowości zasponsorował odbudowanie miasta, ściągając znanych architektów. Tak powstało miasteczko z niezwykle spójną architekturą. Ładnie. Ale tu niestety spotkało nas małe rozczarowanie. Mieliśmy wrażenie, że miasteczko było w pewien sposób wymarłe. Owszem, natykaliśmy się na turystów, na mieszkańców, ale ewidentnie brakowało ducha. Na szczęście także tutaj, w środku miasta było niewielkie wzgórze Aksla (189m), z którego rozchodził się przepiękny widok na miasto i okoliczne wysepki. To tam (i w kawiarniach) spędzaliśmy najwięcej czasu. Podsumowując Ålesund tak, ale na parę godzin, a nie na 2 (okropnie długie) dni, jak w naszym przypadku.

20160729_165526

20160730_125200

20160730_085204

20160730_134954

20160730_213036

20160730_110750

20160731_120814

Tagi
TE WPISY RÓWNIEŻ MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

SKOMENTUJ TEN WPIS

JURATE & BALBINA
WARSZAWA

O nas / Zobacz więcej

Facebook
Archiwum
Nasze 3 grosze
"You only live once, but if you do it right - once is enough" - Mae West